niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 2

Czułam złość. Byłam na tych palantów wkurzona. Jeden wyrwał mi z rąk lody, które miałam kupić. Drugi zaś nazwał mnie mała. To było niedopuszczalne. Czułam, że robię się czerwona ze złości. Spojrzałam na nich wściekłym wzrokiem i nadal ciągnęłam. Postanowiłam, że muszę zadziałać. Chłopak o kruczych włosach popatrzył na mnie z pytającym wzrokiem, jakby znał mnie od urodzenia. Szybko spojrzałam na lody, po czym na dłonie, które je trzymały. Tak, to był moim zdaniem najlepszy pomysł jaki kiedykolwiek przyszedł mi do głowy. Momentalnie ugryzłam chłopaka w dłonie. On zaś oderwał ręce od lodów i zaczął skakać z bólu.
"Tak to jest gdy zadzierasz z Isabell Castrof."- pomyślałam tylko i już chciałam odejść kiedy ktoś stanął mi na drodze. Byłam przekonana, że to chłopak z kruczoczarnymi włosami.
-Nie no. Ty też chcesz żebym Cię ugryzła?
Po chwili jednak spojrzałam w górę i zobaczyłam tylko burzę loków. 
"Co? Następny, który che mi zabrać MOJE lody? Nie, nie, nie. Tym razem zareaguję od razu"-Tylko pomyślałam, a on spojrzał raz na mnie raz na lody. Nie miałam zamiaru ich mu oddać. Nie. Byłam zbyt uparta. Spojrzałam na jego głowę. Potrząsnął tylko swoimi lokami, po czym powiedział:
-Oddasz mojemu przyjacielowi te lody czy nie?
-Nie.- Odpowiedziałam krótko. -A tak poza tym, to potrząśniecie tym mopem co masz na swojej głowie to miał być podryw? Jeżeli tak, to wiedz, że tym dziewczyny nie zdobędziesz. 
Zgrabnie go wyminęłam i szybkim krokiem poszłam w stronę kasy. Nie odwracałam się, ale byłam pewna że nikt za mną nie idzie. Co prawda powinnam była się z tego cieszyć i się cieszyłam, ale po prostu to było podejrzane. Tak szybko by sobie odpuścili? No właśnie. Musiałam uważać na tych palantów. Nie chciałam ich spotkać po raz drugi. Po zapłaceniu za lody wyszłam z super marketu. Było już ciemniej. Szłam szybkim krokiem w stronę domu z lodami w ręce. Postanowiłam, że przejdę się przez park. Szłam wolno do czasu gdy nie usłyszałam jakiś kroków. Miałam tylko nadzieję, że to nie jest porywacz. Bałam się takich ludzi. Szłam coraz szybszym krokiem, ponieważ ten kto za mną szedł był coraz bliżej. Nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek i szepnął do ucha:
-Jestem... Jestem... Marchewkowym Potworem! 
Spojrzałam tylko na człowieka z miną typu "wtf?". Nie ze strachem. Po głosie rozpoznałam kto to był.
-To Ty. To Ty. Ty od lodów! Zostaw mnie, bo zaraz Cię ugryzę, po raz kolejny! 
-Nie. To nie ja. 
-No Proszę Cię. Nie kłam. 
-No dobra... Ale to naprawdę nie ja ! 
-Głucha nie jestem, a teraz puszczaj mój nadgarstek. 
-Marchewkowy... Marchewkowy Potwór nie puszcza nadgarstków tym co mają ulubione lody moejgo Przyjaciela!
-Ha! A jednak. Przyznałeś się. 
-Oddaj mi te lody. Proszę Cię. 
Kipiałam ze złości. 
-NIE!
-Jeżeli nie chcesz oddać lodów to będę musiał zabrać Ciebie z lodami. No cóż... Malik! Chodź Tu!
Przybiegł chłopak o kruczych włosach.
-Zabieramy ją z naszymi lodami.
-Ogarnijcie się!- Krzyknęłam do nich. Byłam nieustępliwa, uparta jak osioł.-Nie! Nie oddam Wam tych lodów!
Spojrzeli po sobie, po czym "Marchewkowy Potwór" puścił mój nadgarstek. Pobiegłam do domu mając nadzieję, że już nigdy nie będę miała z nimi styczności.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej ! :* Mam nadzieję, że się podoba. Proszę Was jeżeli czytacie mnie to zostawiajcie komentarze <3
~Patka <3

1 komentarz:

  1. Hah muszę przyznac ze to opowiadanie jest dosc humorystyczne , daje plus . Nie moge doczekac sie nasteonego rozdział u pozdro xx

    OdpowiedzUsuń