Londyn-Piękne miasto, piękne miejsce bez względu na tą całą pogodę. Tak to ja Isabell, mieszkam w Londynie
zaledwie od 5 lat. Nigdy nie miałam styczności z żadnym innym krajem prócz z
Polską. Tak… Niestety, moje korzenie właśnie tam się zaczynają. Moim rodzice
odkąd pamiętam byli zapracowani. Kiedy chciałam z nimi porozmawiać nie udawało się. Było ciężko z nimi usiąść w
niedzielę przy wspólnym obiedzie, bo nawet wtedy pracowali. Tłumaczyli to jako
utrzymywanie rodziny. Oczywiście jako mała ośmiolatka nie wiedziałam co to
znaczy, ale wierzyłam im. Zajmowała się mną opiekunka aż do czasu kiedy
osiągnęłam 11 lat. Potem zaś było mi coraz trudniej.
Pewnego razu wstałam i zeszłam na dół. Był to dla mnie wspaniały dzień.
Moje dwunaste urodziny. Byłam przekonana, że zastanę ich oboje w domu jedzących
śniadanie. Jednak gdy zeszłam na dół na kuchennym blacie widniał tylko
podarunek i kartka od rodziców: „Nie będzie nas w domu przez resztę dnia.
Wszystkiego Najlepszego!”- I w tym właśnie momencie moje życie stało się smutną
szarością, której nikt nie odwróci.
Po sześciu miesiącach wyjechaliśmy do Londynu. Jak na
dwunastolatkę dobrze znałam język angielski więc nie miałam większego problemu
z porozumiewaniem się. Potem poznałam Olivię, która została moją przyjaciółką i
jest nią do dziś. Wszystko było dobrze, ale „dobrze” nie może w końcu trwać
wiecznie… ~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ech nabrało mi się za pisanie. Rozdział pierwszy pojawi się jutro. Mam nadzieję, że po południu.
~Patka <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz