wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 3

Po ostatnim wydarzeniu w parku już nie spotkałam chłopaka o kruczoczarnych włosach czy może marchewkowego potwora lub tego co miał mopa na głowie. Cieszyłam się z tego. Do przyjazdu rodziców zostało jeszcze kilka dni, a ja siedziałam w domu i tyłam. Budziłam się rankiem jadłam śniadanie, potem kładłam się na kanapę i jadłam oglądając przy tym telewizję. Czułam jak moje ciało przybywa na wadze.
   Po krótkim czasie postanowiłam, że tak być nie może. Nie mogłam się całymi dniami obijać. Był piękny dzień jak na pogodę w Londynie. Wstałam i ubrałam się w jakąś za dużą bluzkę i krótkie spodenki. Do tego założyłam trampki i wyszłam z domu zamykając drzwi na klucz. Od razu ruszyłam w stronę parku. Gdy się tam znalazłam po kilku krokach zaczęłam biec. Lubiłam to, ponieważ odprężało to moje myśli od wszystkiego. Do uszu wepchałam słuchawki i wpuściłam swoją ulubioną piosenkę. Spokojnie biegłam truchtem kiedy nagle ktoś na mnie wpadł. W myślach modliłam się o to aby nie był to Marchewkowy Potwór. Spojrzałam w górę, a tam ujrzałam chłopaka o blond włosach i niebieskich oczach. Lekko się uśmiechnęłam. Chłopak zaczął mnie przepraszać:
-Przepraszam. Nic Ci się nie stało?-Spojrzałam na niego z przyjaznym uśmiechem.
-Nie nic się nie stało. Nie panikuj tak.
-Uff... To dobrze. Jestem Niall.
-Isabell.
Podałam mu dłoń, a on ją tylko lekko uścisnął. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym każdy rozszedł się w swoją stronę. Ja znów zaczęłam powoli biec. Po przebiegnięciu kilkunastu metrów usiadłam na ławce, po czym w głowie zaczęłam układać wydarzenie z poprzednich dni. Marchewkowy potwór, mop, kruk i niebieska głębia. Wiedziałam, że gorzej być już nie powinno, ale jednak się pomyliłam. Z moich przemyśleń wyrwała mnie nadchodząca wiadomość, która była od mamy i brzmiała tak:
"Córciu, nasze spotkanie się przedłużyło, nie wiem kiedy będziemy wracać. Gdy będziemy wyjeżdżać to dam ci znać. Kocham Cię Mocno i Wysyłamy Całuski- Rodzice."
Na tak, a czego mogłabym się po nich spodziewać. Moja pierwsza myśl: "I znowu przytyję. Super".

  Spojrzałam przed siebie i postanowiłam, że będę już wracać. Gdy wróciłam do domu wzięłam prysznic i przebrałam się w inne ubrania. Postanowiłam, że pójdę do kawiarni. Jak postanowiłam tak uczyniłam. Zamknęłam za sobą drzwi i poszłam do kawiarni. Tam usiadłam przy stoliku, który mieścił się zaraz przy oknie. Po krótkiej chwili obok mnie pojawiła się kelnerka. Zamówiłam wymarzoną kawę. Gdy odeszła ja wpatrywałam się w okno. Ujrzałam tam dzieci jeżdżące na rowerach czy hulajnodze wraz ze swoimi rodzicami, którzy je asekurowali. Moje dzieciństwo wyglądało podobnie, jednak nie było przy mnie rodziców. Tych dwóch ludzi, którzy powinni uszczęśliwiać mnie każdego dnia. Wstając rano powinnam cieszyć się, że mam ich przy swoim boku, że w każdej sprawi mi pomogą. Z moich przemyśleń wyrwała mnie kelnerka przynosząc zamówioną przeze mnie kawę. Podziękowałam jej uśmiechem. Nadal wpatrywałam się w okno. Te dzieciaki miały naprawdę wszystko czego potrzebowały lecz im się zdawało że brakuje im coś jeszcze. Siedziałam spokojnie popijając kawę gdy nagle ktoś się do mnie przysiadł. Przed moimi oczami ujrzałam piękną brunetkę. Z uśmiechem na ustach zapytała się mnie czy może się dosiąść. Ja tylko potwierdzająco pokiwałam głową. Wiem, że nie powinnam była pozwalać tej dziewczynie się do mnie przysiąść, ale w tym momencie po prostu potrzebowałam jakiegokolwiek towarzystwa. Po krótkiej chwili nieprzyjemnego milczenia wyciągnęłam do niej dłoń i powiedziałam:
-Nazywam się Isabell.- Przyjaźnie się uśmiechnęłam, a ona podała mi dłoń i odezwała się:
-Moje imię to Cassie. Dzięki, że pozwoliłaś mi się przysiąść. Naprawdę Ci ludzie są uzależnieni od kawy lub od pracy że każdy przychodzi do kawiarni.- Zaśmiałam się tylko na jej słowa, po czym puściłam jej dłoń.
Rozmawiałyśmy przez dłuższy czas. Ja dowiedziałam się trochę o niej, a ona o mnie. Wymieniłyśmy się numerami. Powiedziała, że jeżeli będzie miał mi coś ciekawego do zaprezentowania to da mi znać. Gdy skończyłam kawę pożegnałam się z nowo zapoznaną koleżanką i wyszłam z przepełnionej przez ludzi kawiarni. Pokierowałam się w stronę domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Przepraszam, że dopiero teraz, ale wiecie... Święta. Tak więc nie złożyłam życzeń na święta, a dziś jest Sylwester  tak więc złożę wam życzenia za święta i za Sylwka <3
Tak więc: Wszystkiego o czym marzycie niech to się nawet przytrafi w 2014. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU Ludzie Wy Moi. Co mam Wam jeszcze życzyć? Może tego żebyście w końcu spotkali swojego idola, co? ;) Tak więc wszystkiego czego chcecie <333

~Patka <3

niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 2

Czułam złość. Byłam na tych palantów wkurzona. Jeden wyrwał mi z rąk lody, które miałam kupić. Drugi zaś nazwał mnie mała. To było niedopuszczalne. Czułam, że robię się czerwona ze złości. Spojrzałam na nich wściekłym wzrokiem i nadal ciągnęłam. Postanowiłam, że muszę zadziałać. Chłopak o kruczych włosach popatrzył na mnie z pytającym wzrokiem, jakby znał mnie od urodzenia. Szybko spojrzałam na lody, po czym na dłonie, które je trzymały. Tak, to był moim zdaniem najlepszy pomysł jaki kiedykolwiek przyszedł mi do głowy. Momentalnie ugryzłam chłopaka w dłonie. On zaś oderwał ręce od lodów i zaczął skakać z bólu.
"Tak to jest gdy zadzierasz z Isabell Castrof."- pomyślałam tylko i już chciałam odejść kiedy ktoś stanął mi na drodze. Byłam przekonana, że to chłopak z kruczoczarnymi włosami.
-Nie no. Ty też chcesz żebym Cię ugryzła?
Po chwili jednak spojrzałam w górę i zobaczyłam tylko burzę loków. 
"Co? Następny, który che mi zabrać MOJE lody? Nie, nie, nie. Tym razem zareaguję od razu"-Tylko pomyślałam, a on spojrzał raz na mnie raz na lody. Nie miałam zamiaru ich mu oddać. Nie. Byłam zbyt uparta. Spojrzałam na jego głowę. Potrząsnął tylko swoimi lokami, po czym powiedział:
-Oddasz mojemu przyjacielowi te lody czy nie?
-Nie.- Odpowiedziałam krótko. -A tak poza tym, to potrząśniecie tym mopem co masz na swojej głowie to miał być podryw? Jeżeli tak, to wiedz, że tym dziewczyny nie zdobędziesz. 
Zgrabnie go wyminęłam i szybkim krokiem poszłam w stronę kasy. Nie odwracałam się, ale byłam pewna że nikt za mną nie idzie. Co prawda powinnam była się z tego cieszyć i się cieszyłam, ale po prostu to było podejrzane. Tak szybko by sobie odpuścili? No właśnie. Musiałam uważać na tych palantów. Nie chciałam ich spotkać po raz drugi. Po zapłaceniu za lody wyszłam z super marketu. Było już ciemniej. Szłam szybkim krokiem w stronę domu z lodami w ręce. Postanowiłam, że przejdę się przez park. Szłam wolno do czasu gdy nie usłyszałam jakiś kroków. Miałam tylko nadzieję, że to nie jest porywacz. Bałam się takich ludzi. Szłam coraz szybszym krokiem, ponieważ ten kto za mną szedł był coraz bliżej. Nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek i szepnął do ucha:
-Jestem... Jestem... Marchewkowym Potworem! 
Spojrzałam tylko na człowieka z miną typu "wtf?". Nie ze strachem. Po głosie rozpoznałam kto to był.
-To Ty. To Ty. Ty od lodów! Zostaw mnie, bo zaraz Cię ugryzę, po raz kolejny! 
-Nie. To nie ja. 
-No Proszę Cię. Nie kłam. 
-No dobra... Ale to naprawdę nie ja ! 
-Głucha nie jestem, a teraz puszczaj mój nadgarstek. 
-Marchewkowy... Marchewkowy Potwór nie puszcza nadgarstków tym co mają ulubione lody moejgo Przyjaciela!
-Ha! A jednak. Przyznałeś się. 
-Oddaj mi te lody. Proszę Cię. 
Kipiałam ze złości. 
-NIE!
-Jeżeli nie chcesz oddać lodów to będę musiał zabrać Ciebie z lodami. No cóż... Malik! Chodź Tu!
Przybiegł chłopak o kruczych włosach.
-Zabieramy ją z naszymi lodami.
-Ogarnijcie się!- Krzyknęłam do nich. Byłam nieustępliwa, uparta jak osioł.-Nie! Nie oddam Wam tych lodów!
Spojrzeli po sobie, po czym "Marchewkowy Potwór" puścił mój nadgarstek. Pobiegłam do domu mając nadzieję, że już nigdy nie będę miała z nimi styczności.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej ! :* Mam nadzieję, że się podoba. Proszę Was jeżeli czytacie mnie to zostawiajcie komentarze <3
~Patka <3

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 1

22 czerwca, w końcu oczekiwana przez wszystkich uczniów data- koniec szkoły. Tak chyba wszyscy na to czekali z niecierpliwością. Wybiegłam wraz z moją przyjaciółką ze szkoły. Miałam na sobie czarne rurki i białą koszulę. W końcu nie wpuścili by mnie na zakończenie roku szkolnego w dresach czy też może krótkich szortach. Ostatni raz obejrzałam się za siebie mając nadzieję, że te wakacje będą niezapomniane. Wraz z Olivią wracałyśmy z głośnym śmiechem i wspomnieniami z poprzednich wakacji. Tegoroczne nie będą takie zabawne jak poprzednie. Moja przyjaciółka w pierwsze miesiąc wyjeżdżała z rodzicami do Grecji. Po długich wygłupach stanęłyśmy przed jej domem i lekko się uścisnęłyśmy mając przy tym oczy zapełnione łzami. Nie chciałam aby wyjeżdżała. W sumie to był tylko miesiąc... Co ja mówię, to był aż miesiąc. Wiedziałam, że mój pierwszy miesiąc wakacji spędzę sama przed telewizorem wraz z moimi ulubionymi ciasteczkami. Rozmyślałam przytulając się do dziewczyny. Kiedy już ją puściłam ona ucałowała mnie po przyjacielsku w policzek i na dobre się pożegnałyśmy. Poszłam w stronę swojego dwupiętrowego domu. Nim weszłam do środka wyjęłam klucze. Otworzyłam drzwi i spojrzałam na ciepłe ściany. Rodziców nie było jak zawsze. Dla mnie to mogło oznaczać zaledwie to, że są w pracy. Zamknęłam za sobą drzwi, a klucz położyłam na kuchennym blacie. Poszłam do salonu usiadłam na kanapę i spojrzałam na swój telefon. Gdy zobaczyłam, że mam nieodebrane trzy połączenia od mamy to myślałam, że oczy wylecą mi z orbit. Zaskoczona tym co się stało i dlaczego w sumie dzwoniła postanowiłam odwzajemnić gest i oddzwonić. Jeden, drugi... trzeci sygnał... Odebrała:
-Halo?
-Hej mamo. To ja Isabell. Po co do mnie dzwoniłaś.-Byłam uśmiechnięta od ucha do ucha, ale kiedy usłyszałam jej słowa moje usta z uśmiechu zmieniły się w smutek.
-Ooo.. Isabell.. No tak dzwoniłam do Ciebie, bo chciałam powiadomić Cię, że nie będzie mnie z ojcem do końca tego tygodnia. 
-Mamo, ale dziś jest przecież dopiero poniedziałek.- Wystukałam pod nosem patrząc na zawieszony na ścianie kalendarz. 
-Tak wiem. Przepraszam, że Ci nic nie powiedziałam, ale gdy rano się obudziłam to Ty jeszcze spałaś. Pieniądze są tam gdzie zawsze. Ja już muszę kończyć. Pa Kotku!
-Pa mamo... Powiedziałam cichym głosem i odłożyłam telefon na szklany stolik.
- Tak i czego ja mogłam się po nich spodziewać? W sumie zostałam sama. Olivia wyjeżdża do Grecji już jutro rano, rodziców nie ma.- Mówiłam sama do siebie jakbym była dosłownie mówiąc opętana.
Wstałam szybko z kanapy i poszłam do kuchni. Zajrzałam w miejsce, w które rodzice zawsze odkładali mi pieniądze. Była tam dość duża suma. Jak na tydzień to było za dużo. Po krótkiej chwili zastanowienia zajrzałam do lodówki. Było wszystko prócz moich ulubionych lodów bakaliowych. Przytupnęłam nogą. Było dość ciepło, a ja nie miałam swoich ulubionych lodów. Musiałam więc pofatygować się do najbliższego sklepu, w którym były one sprzedawane. Zamknęłam lodówkę z trzaskiem i zgarnęłam pieniądze. Po drodze zaczęłam ubierać swoje czarne conversy. Zabrałam jeszcze telefon i kluczyki od domu. Wyszłam za drzwi i zamknęłam je. Powolnym krokiem poszłam w stronę sklepu. Szłam powoli, nagle usłyszałam, że coś do mnie dzwoni. Szybko z kieszeni, od spodni wygrzebałam telefon. Kiedy spojrzałam na jego wyświetlacz oczy mi się zaświeciły. Dzwoniła Olivia. Od razu odebrałam. Zaczęłam z nią rozmawiać do póki i doszłam pod sklep. Tam konwersacja się zakończyła, a ja weszła do super marketu, w którym mieli sprzedawać moje lody. Podążyłam w kierunku mrożonek. Była ostatnia paczka. Już je miałam w ręce kiedy ktoś mi je chamsko wyszarpał z dłoni. Spojrzałam na tego człowieka z miną typu: "wtf?. Po czym spojrzałam w górę. Byłam odrobinę niska więc nim coś chciałam powiedzieć to musiałam spojrzeć w górę. Tam zaś zobaczyłam niebieskookiego chłopaka. Nie powstrzymałam swoich nerwów i zaczęłam krzyczeć:
-Człowieku! Co Ty wyprawiasz?! To są moje lody! Bezczelnie wyrywasz mi je z rąk!
-Czym się tak denerwujesz. Możemy to załatwić. Może chcesz autograf?
-Ogłuchłeś?! Ja chcę MOJE lody! Jaki autograf?! W głowie Ci się przewróciło?!
-No autograf, to taki podpis gdybyś jeszcze nie wiedziała.
-Czy ja wyglądam na głupią?!- Mruknęłam tylko.- A teraz oddaj moje lody.
-Daj spokój. Mój przyjaciel je uwiel...
-Nie obchodzi mnie to, rozumiesz?! Chcę moje lody!-Zaczęłam wyrywać mu je z rąk.
-Uspokój się! Daj jakiś długopis to dam Ci cholerny autograf, a Ty oddasz mi te lody, zgoda?
-Nie.- Odpowiedziałam krótko, a on spojrzał na mnie jakbym była półgłówkiem.
Nagle obok chłopaka pojawił się następny, ale tym razem w kruczych włosach, postawionych do góry.
-Louis. Co tu się wyprawia?
-Nie widzisz. Siłuję się na lody.
-Ja to załatwię...-Spojrzał na mnie, a ja tylko uniosłam jedną brew do góry lecz nie przestawałam ciągnąć za pudełko lodów bakaliowych.
-Hej Mała. Dam Ci autograf.
-Ludzie! Co z Wami?! Dobrze się czujecie?! Ja chcę tylko dostać swoje lody! I nie masz prawa mówić do mnie Mała!!- Ostatnie słowa przeszły przez cały sklep.
-No weź no, nie chcesz mojego autografu?
-Nie, chcę Moje lody.- Nie miałam zamiaru odpuścić. Byłam uparta jak osioł.

Prolog

Londyn-Piękne miasto, piękne miejsce bez względu na  tą całą pogodę.  Tak to ja Isabell, mieszkam w Londynie zaledwie od 5 lat. Nigdy nie miałam styczności z żadnym innym krajem prócz z Polską. Tak… Niestety, moje korzenie właśnie tam się zaczynają. Moim rodzice odkąd pamiętam byli zapracowani. Kiedy chciałam z nimi porozmawiać  nie udawało się. Było ciężko z nimi usiąść w niedzielę przy wspólnym obiedzie, bo nawet wtedy pracowali. Tłumaczyli to jako utrzymywanie rodziny. Oczywiście jako mała ośmiolatka nie wiedziałam co to znaczy, ale wierzyłam im. Zajmowała się mną opiekunka aż do czasu kiedy osiągnęłam 11 lat. Potem zaś było mi coraz trudniej.
 Pewnego razu wstałam i zeszłam na dół. Był to dla mnie wspaniały dzień. Moje dwunaste urodziny. Byłam przekonana, że zastanę ich oboje w domu jedzących śniadanie. Jednak gdy zeszłam na dół na kuchennym blacie widniał tylko podarunek i kartka od rodziców: „Nie będzie nas w domu przez resztę dnia. Wszystkiego Najlepszego!”- I w tym właśnie momencie moje życie stało się smutną szarością, której nikt nie odwróci.

Po sześciu miesiącach wyjechaliśmy do Londynu. Jak na dwunastolatkę dobrze znałam język angielski więc nie miałam większego problemu z porozumiewaniem się. Potem poznałam Olivię, która została moją przyjaciółką i jest nią do dziś. Wszystko było dobrze, ale „dobrze” nie może w końcu trwać wiecznie… ~


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ech nabrało mi się za pisanie. Rozdział pierwszy pojawi się jutro. Mam nadzieję, że po południu. 
~Patka <3

Bohaterowie:


Isabell Kastrof:
Główna bohaterka tego opowiadania to siedemnastoletnia dziewczyna o blond włosach. Ma na imię Isabell. Podąża za marzeniami i nic nie może stanąć jej na przeszkodzie do szczęścia. Ma ojca i matkę, która jest pogrążona w pracy, niestety nie ma rodzeństwa. Za każdym razem może ją pocieszyć jej przyjaciółka. Chce się cieszyć każdym dniem, bo jak mówi: "Każdy dzień jest jakąś przygodą".


Olivia Pastr
Rudowłosa piękność to Olivia. Jest ona przyjaciółką Isabell. Kocha ją jak własną siostrę, której nie posiada. Jej rodzice też ciężko pracują, ale w przeciwieństwie do rodziców przyjaciółki utrzymują z nią dobry kontakt. 


One Direction – brytyjsko-irlandzki boysband. W jego skład wchodzą Liam Payne, Harry Styles, Louis Tomlinson, Zayn Malik i Niall Horan. 



Cassie Blokd:
Jest to piękna siedemnastoletnia brunetka. Spotkała Isabell w kawiarni. Od razu się polubiły. Jej ojciec chociaż ciężko pracuje zajmuje się nią jak może. Ma ona rodzeństwo- starszego o dwa lata brata. Niestety nie ma mamy. Zginęła ona w wypadku samochodowym dwa lata po jej urodzeniu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na dziś to tyle. Prolog dodam jutro. 
~Patka



Początek

Hej ! 

Na początek (bo tak jest za tytułowany pierwszy post) chciałabym się Wam przedstawić. Mam na imię Patrycja. Jest to mój pierwszy blog. Postanowiłam, że spróbuję czegoś nowego. Spróbuję tutaj pisać opowiadanie o One Direction. Jestem nowa w tym kręgu, ale mam nadzieję, że się odnajdę tutaj. 
Co do cech charakteru: jestem spokojną i Bardzo Opanowaną dziewczyną. Chodzę do... A co się będę zdradzać. 
Wracając do bloga to mam już kilka pomysłów. Zacznę od bohaterów, dziś wieczorem kub jutro. Podpisywać się będę jako: Patka <3. 
Postaram się pod każdym rozdziałem pisać jakąś krótką notkę. A teraz Was pozdrawiam i życzę miłego wieczoru. <3 

~Patka <3