-Halo?
-Hej mamo. To ja Isabell. Po co do mnie dzwoniłaś.-Byłam uśmiechnięta od ucha do ucha, ale kiedy usłyszałam jej słowa moje usta z uśmiechu zmieniły się w smutek.
-Ooo.. Isabell.. No tak dzwoniłam do Ciebie, bo chciałam powiadomić Cię, że nie będzie mnie z ojcem do końca tego tygodnia.
-Mamo, ale dziś jest przecież dopiero poniedziałek.- Wystukałam pod nosem patrząc na zawieszony na ścianie kalendarz.
-Tak wiem. Przepraszam, że Ci nic nie powiedziałam, ale gdy rano się obudziłam to Ty jeszcze spałaś. Pieniądze są tam gdzie zawsze. Ja już muszę kończyć. Pa Kotku!
-Pa mamo... Powiedziałam cichym głosem i odłożyłam telefon na szklany stolik.
- Tak i czego ja mogłam się po nich spodziewać? W sumie zostałam sama. Olivia wyjeżdża do Grecji już jutro rano, rodziców nie ma.- Mówiłam sama do siebie jakbym była dosłownie mówiąc opętana.Wstałam szybko z kanapy i poszłam do kuchni. Zajrzałam w miejsce, w które rodzice zawsze odkładali mi pieniądze. Była tam dość duża suma. Jak na tydzień to było za dużo. Po krótkiej chwili zastanowienia zajrzałam do lodówki. Było wszystko prócz moich ulubionych lodów bakaliowych. Przytupnęłam nogą. Było dość ciepło, a ja nie miałam swoich ulubionych lodów. Musiałam więc pofatygować się do najbliższego sklepu, w którym były one sprzedawane. Zamknęłam lodówkę z trzaskiem i zgarnęłam pieniądze. Po drodze zaczęłam ubierać swoje czarne conversy. Zabrałam jeszcze telefon i kluczyki od domu. Wyszłam za drzwi i zamknęłam je. Powolnym krokiem poszłam w stronę sklepu. Szłam powoli, nagle usłyszałam, że coś do mnie dzwoni. Szybko z kieszeni, od spodni wygrzebałam telefon. Kiedy spojrzałam na jego wyświetlacz oczy mi się zaświeciły. Dzwoniła Olivia. Od razu odebrałam. Zaczęłam z nią rozmawiać do póki i doszłam pod sklep. Tam konwersacja się zakończyła, a ja weszła do super marketu, w którym mieli sprzedawać moje lody. Podążyłam w kierunku mrożonek. Była ostatnia paczka. Już je miałam w ręce kiedy ktoś mi je chamsko wyszarpał z dłoni. Spojrzałam na tego człowieka z miną typu: "wtf?. Po czym spojrzałam w górę. Byłam odrobinę niska więc nim coś chciałam powiedzieć to musiałam spojrzeć w górę. Tam zaś zobaczyłam niebieskookiego chłopaka. Nie powstrzymałam swoich nerwów i zaczęłam krzyczeć:
-Człowieku! Co Ty wyprawiasz?! To są moje lody! Bezczelnie wyrywasz mi je z rąk!
-Czym się tak denerwujesz. Możemy to załatwić. Może chcesz autograf?
-Ogłuchłeś?! Ja chcę MOJE lody! Jaki autograf?! W głowie Ci się przewróciło?!
-No autograf, to taki podpis gdybyś jeszcze nie wiedziała.
-Czy ja wyglądam na głupią?!- Mruknęłam tylko.- A teraz oddaj moje lody.
-Daj spokój. Mój przyjaciel je uwiel...
-Nie obchodzi mnie to, rozumiesz?! Chcę moje lody!-Zaczęłam wyrywać mu je z rąk.
-Uspokój się! Daj jakiś długopis to dam Ci cholerny autograf, a Ty oddasz mi te lody, zgoda?
-Nie.- Odpowiedziałam krótko, a on spojrzał na mnie jakbym była półgłówkiem.
Nagle obok chłopaka pojawił się następny, ale tym razem w kruczych włosach, postawionych do góry.
-Louis. Co tu się wyprawia?
-Nie widzisz. Siłuję się na lody.
-Ja to załatwię...-Spojrzał na mnie, a ja tylko uniosłam jedną brew do góry lecz nie przestawałam ciągnąć za pudełko lodów bakaliowych.
-Hej Mała. Dam Ci autograf.
-Ludzie! Co z Wami?! Dobrze się czujecie?! Ja chcę tylko dostać swoje lody! I nie masz prawa mówić do mnie Mała!!- Ostatnie słowa przeszły przez cały sklep.
-No weź no, nie chcesz mojego autografu?
-Nie, chcę Moje lody.- Nie miałam zamiaru odpuścić. Byłam uparta jak osioł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz