Nadal stałam pod wejściem do budynku. Ta sytuacja nie była zbyt przyjemna. Chłopak, który zaatakował mnie w sklepie, potem mnie potrącił a teraz trzyma mój nadgarstek tylko po to abym nie weszła do pomieszczeniu. Wiedziałam że gdzieś tam musi być już Cassie. Otworzyłam usta aby coś powiedzieć, ale nie było mi to dane. Dlaczego? Ponieważ mój telefon się odezwał. Lewą ręką wyciągnęłam swój o dziwo nadal działający telefon, po czym odblokowałam go i sprawdziłam na wyświetlacz. Była to wiadomość od dziewczyny z którą miałam się spotkać. Brzmiała ona tak:
Kiedy odczytałam wiadomość cicho westchnęłam, po czym schowałam urządzenie z powrotem do kieszeni. Pan Marchewka nadal nie puścił mojego nadgarstka więc byłam jeszcze bardziej zdeterminowana aby mu nagadać. Po raz kolejny głośno westchnęłam, po czym odwróciłam się do chłopaka z szaro-niebieskimi tęczówkami. Przełknęłam ślinę, po czym zaczęłam mówić:
-A więc posłuchaj mnie. Ty mnie puścisz i dasz mi spokój. A ja nigdy nie będę wchodzić na pasy, bez świateł, dobra?- Uniosłam jedną brew do góry, a chłopak się tylko zaśmiał. To zdarzenie musiało wyglądać bardzo zabawnie. Chłopak, trzymający dziewczynę, która jest poobijana i brudna. W tamtym momencie cieszyłam się, że tą ulicą przechodzi mało ludzi. Pewni pomyśleliby sobie, że prawi doszło do jakiegoś gwałtu.-No więc jak?- Spojrzałam na niego uważnie, a ten tylko spojrzał na jakiś samochód, który zaczął zatrzymywać się na parkingu.
-Hmm.... Niech się zastanowię...- Dokładnie go obserwowałam. Co chwilę spoglądał na tamten pojazd.-No dobrze.
Ze swoich płuc wypuściłam powietrze, a w środku aż skakałam z radości. Po krótkiej chwili chłopak puścił mój nadgarstek, a ja odwróciłam się i zaczęłam podążać w stronę swojego samochodu. Niestety moja głowa dała o sobie znać. Gdy byłam już na parkingu przed moimi oczami stanęła ciemność. Zaczęłam opadać w dół. Przygotowywałam się, że spotkam się z zimnym betonem. Jednak tak się nie stało. Poczułam, jak na mojej talii pojawiają się silne ręce. Od razu przyszło mi do głowy, że musi być to marchewkowy. Byłam już doszczętnie wkurzona. Miałam zamiar zacząć już na niego krzyczeć jednak powstrzymały mnie słowa. Słowa, które nie były wypowiadane przez chłopaka od lodów bakaliowych. Choć głos z kimś mi się kojarzył to ja nadal nie mogłam sobie przypomnieć kim jest osobnik posiadający taką barwę głosu. Po krótkiej chwili otrząsnęłam się. Wcześniej postanowiłam, że wrócę do domu tak więc nadal miałam taki zamiar. Zaczęłam się szarpać jak dziecko, które nie chce iść do kąpieli. Byłam z siebie cholernie dumna kiedy to stałam na własnych nogach. Wiedziałam, że przyszedł czas by odwrócić się i spojrzeć km był właściciel głosu. Tak więc wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się. Tam zobaczyłam to czego najbardziej bym się nie spodziewała. Mop, Chłopak o kruczoczarnych włosach, Blondasek którego spotkałam w parku, Marchewkowy Potwór oraz chłopak o blond, krótkich włosach. Wywróciłam oczami, po czym zaczęłam się cofać, co przyprawiło mnie o powtórny ból głowy. Wypuściłam wcześniej zaciągnięte powietrze, po czym półgłosem się odezwałam:
-Prześladujecie mnie. Wasza.... Cała... Czwórka... To jest prześladowanie. Zaczęło się od Niego- Wskazałam palcem na chłopaka z szaro-niebieskimi tęczówkami.-Potem... ten mop. Jeżeli sięgnąć pamięcią to w między czasie pojawił się jeszcze ten Kruczoczarny. Wczoraj Ty... - Wskazałam palcem na blondyna o niebieskich oczach. -Wiecie nie brakuje mi do szczęścia jeszcze piątego.-Opuściłam swoją rękę na dół, po czym spojrzałam na piątkę chłopaków, stojących na przeciwko mnie.
-Boże... Nie masz więcej do powiedzenia? -Zapytał kruczowłosy chłopak. Odpowiedziała mu tylko cisza. Zastanawiałam się czy jednak coś jeszcze nie dopowiedzieć. Kiedy miałam już otwierać usta chłopak się odezwał.-Uznam, że nie masz. -Po wypowiedzeniu tych czterech słów ruszył się ze swojego miejsca, w moją stronę. Stałam jak wryta. Pewnie uznacie, że źle się zachowałam, ale po prostu sparaliżował mnie strach.
Chłopak podchodził do mnie coraz bliżej i bliżej. Kiedy już stał na przeciwko mnie, przerzucił sobie mnie przez ramię. Zaczęłam bić go w plecy i kopać nogami, ale wyglądało na to, że był nieustraszony. Naprawdę zaczynałam się bać o własne życie. W sumie to nie wyglądali oni zbyt strasznie. Jeden w paskach, drugi w jakimś ciemnym T-shirt, inny zaś w skórzanej kurtce. Chłopak o ciemnych tęczówkach wrzucił mnie do jak mniemam ich samochodu. Siedziałam na tylnych siedzeniach. Po chwili zaś nie byłam sama. Po mojej prawej stronie dosiadł się czarnowłosy, zaś po lewej Marchewkowy Potwór. Na miejsce kierowcy wsiadł blondyn, z krótkimi włosami zaś na miejsce pasażera wskoczył także blondyn o błękitnych tęczówkach. Po chwili samochód ruszył choć nie było jeszcze mopa. W pojeździe panowała cisza do póki niebieskooki zapytał:
-To się wpakowałeś, Tommo...- Nie dane było mi usłyszeć reszty zdania. Dlaczego? Wyglądało na to, że po prostu odpłynęłam....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej Wam! Wiem, że miałam dodać wcześniej, ale okazało się że mam jakieś sprawdziany które muszę poprawić :( Grr... ;.;
W każdym bądź że razie jestem z rozdziałem. Jak zauważyliście nieco dłuższym niż zawsze.
A tak poza tym to przyznawać się ile wczoraj zjedliście pączusiów? ;)
No i może na koniec trochę zdjęć :)
Taki Tam bonus zamoją nieobecność :p

Następnym razem nie mam pojęcia z kim zrobię spam :) Może coś mi zaproponujecie? Propozycje w komentarzach ;D A tym czasem Dobranooc <333
~Pacia <33









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz